Autor Wiadomość
Filip
PostWysłany: Nie 20:20, 04 Maj 2008    Temat postu:

wypuścili filmik.
http://mazoviamtb.pl/index.php?news=489&jak=1
niebieski koszulki śmigają przed oczami ale youtubowa jakoś nie pozwala rozpoznać, ale 5:45 finiszuje Jacek
Admira
PostWysłany: Wto 21:27, 29 Kwi 2008    Temat postu:

No to jak się zaczynają pojawiać, to i ja swoje dołożę:

http://picasaweb.google.pl/Admira07/20080427DMazoviaMTB

Do zobaczenia w Karpaczu.
Filip
PostWysłany: Nie 20:01, 27 Kwi 2008    Temat postu:

William się rozpisał to i ja dorzucę słowo.
Po Otwocku zaparłem się i miałem jechać swoim tempem, na asfalcie jechałem spokojnie, choć licznik wskazywał 48 to nie było czuć tej prędkości. Tak samo było w lesie, jechałem soim tempem ale mimo to odrabiałem miejsca jedno po drugim. Z niecierpliwością czekałem 30 km trasy gdzie w Otwocku skończyła mi się moc ale tu dalej jechało mi się dobrze. Cały czas wypatrywałem Marcina ktrego goniłem od startu ale potem w tłumie mi odjechał. Bardzo się zdziwiłem na 45 km ( dłuższy asfaltowy podjazd ) kiedy to on mnie dogonił, niestety nie utrzymałem jego tempa i odjechał, choć jeszcze parę razy nawiązywałem z nim kontakt wzrokowy. Co się wydarzyło na 30 km dwa tygodnie temu dziś stało się w okolicy 50, osłabłem ale jakoś się jechało. Przed nasypem dogonił mnie Arek i jechaliśmy kawałem razem, gadając prawie pomyliliśmy trasę, zamiast jechać prosto ścieżką wzdłuż torów daliśmy w prawo jak prowadziła droga, fartownie kantem oka zobaczyłem strzałkę i po paru metrach wróciliśmy na szlak. W czasie zjazdu z nasypu zaliczyłem pierwszą wywrotkę, skończyło się na obtarciu ręki i nogi ale wypadłem z rytmu i Arek pojechał sam. Na ostatnich kilkuset metrach brak sił dał się we znaki i nie mogłem już z nikim powalczyć. Na dodatek przy podejściu pod tą "ścianę" przed metą dopadł mnie okrutny skurcz i musiałem chwilę powalczyć a bólem. Ostatni podjazd przed metą to już tylko siłą woli, a na zjeździe niefortunne przebicie opony i przejazd przez metą na flaku.
Patrząc na wynik jestem zadowolony.
Rzeczywiście, mocniejsi pewnie czują niedostatek, na tak szybką trasę 56/76 km to mało.
Są już wyniki:

Giga

34 Marek 02:36:32 kat 2 ( 26 sek straty )
68 William 02:47:49 kat 9
69 Sławek L 02:48:19 kat 4
80 Darek L 02:50:16 kat 11
118 Piotr 03:03:26
161 Krzysztof 03:15:51


Mega

110 Tomasz 02:15:52 kat 13
115 Inżynier 02:16:53 kat 14
118 Jacek 02:17:11 kat 15
139 Grzegorz 02:18:49 kat 22
182 Marcin 02:23:43 kat 13
203 Arek 02:26:50 kat 59
222 Filip 02:27:56 kat 74
264 Sławek 02:33:11 kat 32
359 Sebastian 02:44:22 kat 109

zaczynają się pojawiać zdjęcia Mr. Green
wilk
PostWysłany: Nie 19:08, 27 Kwi 2008    Temat postu:

A ja moge powiedzieć, że z maratonu w Łodzi podoba mi się głównie... mój wynik - a to w sumie wystarczający powód do zadowolenia ze startu. Musze troche pomarudzić w sprawie trasy: giga 70 km! tylko! Cały czas wyści. Zero epickiej przygody. Mnóstwo przepychanek z zawodnikami z mega, szczególnie z singlach. Ewidentnie wolę długie trasy, na których nie wyprzedza się zawodników z mega.
A jak było na trasie? Ruszyłem dość spokojnie. Na pierwszym podjeździe pojawił sie za mną Grzegorz. Jechaliśmy średnio spokojnie w tłoku. W otwartym terenie dawałem średnio szybko do przodu, a zaraz za mna jechali Hans i Grzesiek. Z przodu migała koszulka Velmaru - to, jak się później okazało był Jacek. Przed pierwszym bufetem przegonił mnie Hans. Dość nieźle zjechał piaszczystą leśną drogą i mknął do mety. Tymczasem wyprzedziłem Jacka, który wyglądał nieco zrezygnowany, choć to był dopiero ok. 20km. Jednak potem zapewne przyspieszył, o czym świadczy niezły wynik na mecie. Na szybkiej twardej drodze przed rozjazdem tworzyły sie pierwsze fajne pociągi. Doczepiłem sie do jednego i mknęliśmy spokojnie. Pociąg skręcił na giga, a ja z nim. Na pierwszych wybojach i piachach pociąg sie porwał, a ja z niego wyglądałem najgorzej i trochę zostałem. Wkrótce był jednak asfalt i pociąg znów jechał razem. Wkrótce dogoniliśmy inny pociąg i to był kluczowy moment. Młodzi uczestnicy pociągu szarpali, a ja zwróciłem wzrok ku równo kręcącemu osobnikowi w koszulce Meran Otwock i nie przejmując sie szarpaniną kręciłem dość spokojnie. Wkrótce połączyliśmy się z mega i jechało mi się coraz lepiej. Na asfalcie dawaliśmy po zmianach z Meranem i Plannija. Myslę, że świetnie nadganialiśmy. Potem zaczęły się ryzykowne harce wyprzedzania zawodników mega na ścieżce w lesie. Plannija odpadł, a Meran był wytrwały. Zaczą się długi wjazd przed 3 bufetem A tam zauważyłem dwóch zawodników Velmaru: Sławka i Darka. Liczyłem, że ich szybko wyprzedzę i polece do mety, ale niestety Darek zaczął się ścigać, jak tylko mnie zobaczył. Jednak udało mi sie odskoczyć i okazało się, że to Sławek podjął wyzwanie i ruszył za mną i Meranem, który w tamtej fazie wyscigu, jakby się zastanawiał dawać, czy kombinować. Namówiłem go, aby dawał i dawaliśmy az miło. Na ok. 2 km odcinku po kocich łbach wyprzedziłiśmy kilkadziesiąt osób. Zawodnicy giga byli prawie tak bezradni jak z mega. Potem zaczęły się single przy torach i wdrapywanie sie na wały. Na szczęście słabsi nie zablokowali skutecznie drogi i w parku dawalismy we dwóch z Meranem. Na finiszu Meran okazał sie lepszy, ale to mnie specjalnie nie zmartwiło. Pół minuty za mną przyjechał Sławek, a potem Darek.
Wyscig był prawdziwym ściganiem. Jedna dobra rzecz przed maratonem w Karpaczu, to to, że trwał niecałe 3 godziny i teraz chyba 3 dni wystarczą, aby wypocząć.

Napiszcie Wasze wrażenia - ciekaw jestem jak to wygladało z innej perspektywy...
Filip
PostWysłany: Nie 16:01, 27 Kwi 2008    Temat postu:

co tu dużo gadać, świetny maraton, w naszych warunkach nic więcej się chyba nie wyciągnie. trasa szybka ( 56 km mega, moja średnia to 23 km ), naszpikowana podjazdami i łatwymi bo łatwymi ale zjazdami, nie ma co porównywać z pustynnym grzęzawiskiem w Otwocku, było czuć że się jedzie. Przy tej okazji złapałem pierwszą gumę w mojej maratońskiej karierze, już czteroletniej, na całe szczęście przydarzyła się na 30 metrów przed metą Mr. Green, chwilę wcześniej również pierwszy raz złapał mnie taki skurcz że tylko mogłem paść na glebę i rozciągnąć nogę elegancko przy tym wyjąc.
MAREK
PostWysłany: Pią 22:03, 25 Kwi 2008    Temat postu:

Niestety nie będę mógł Was dopingować osobiście w Łodzi, ale trzymam kciuki.
Marek Z. po przygotowanich w górach, Inżynier przyłapany na morderczych tępówkach, ekipa komorowska osobiście przypilnowana. Wszyscy podkręceni na ekstremalne obroty. Tylko czekac na wyniki.
Powodzenia.
Filip
PostWysłany: Wto 11:06, 15 Kwi 2008    Temat postu:

jak nie wypadną nieprzewidziane okoliczności to jestem. motywująco działa opis " twarde podłoże" szczególnie po otwockim grzęzawisku.
i jakby ktoś miał miejsce na jednego osobnika z rowerem to z chęcią dorzucę się do paliwa Twisted Evil
Darolas
PostWysłany: Wto 9:55, 15 Kwi 2008    Temat postu: Łódź

Jeden etap Mazovii za nami, trzeba pójść krok dalej.
Czy ekipa Velmaru będzie też przynajmniej tak liczna jak na pierwszym maratonie? Kto jedzie? Ja się wybieram. Dla tych którzy nie byli w ubiegłym roku mogę polecić trasę (no chyba że ulegnie dużym zmianom), dość twarde, szybkie podłoże, sporo podjazdów i zjazdów. Jakichś większych trudności technicznych raczej brak.
Pzdr.

Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group